sobota, 15 czerwca 2019

URBAN GARDEN



W głowie mam taki obrazek popularnej w latach 90' ulicznej sondy: wiecie chodzi człowiek z mikrofonem, w tle katowicki Spodek i pyta zawstydzonych przechodniów "A jak Pan/Pani spędza lato?" Jedni mówią "w domu, robię remont", inni "na działce", jeszcze inni "w biurze", czy "pod palami". No i co ja mam powiedzieć? Chciałabym móc pozamiatać system: "Ja, Panie Redaktorze, całe lato spędzam pod palmami !!! :D :D", ale rzeczywistość jest inna. Dwa tygodnie urlopu, a reszta work, work, work ;)... Heh. Obecnie taplamy się w fali upałów, a biuro to nie plaża, i nawet jeśli w mojej branży każdego dnia mogę sobie pozwolić na 'casual friday', to w hawajskich gatkach latać po pokoju jednak tak jakoś nie wypada... Powiecie 'ubierz sukienkę'. OK - sukienki to dobra opcja na upały, zgadza się. Jak mnie przyciśnie, to też ubiorę, chociaż w szafie mam przysłowie "dwie na krzyż", bo wychodzę z założenia, że nie kupuję rzeczy których nie noszę. Sukienkowa za bardzo nie jestem, a lato trzeba przetrwać. Stawiam zatem na rzeczy przewiewne, się rozumie z naturalnych materiałów. Dziś bawełniane spodnie, które goszczą tu od czasu do czasu, a do tego cienka, bawełniana koszula, w której można podwinąć rękawy. Jest biznesowo-casualowo, ale na pełnym luzie. Taka osobista strefa komfortu: nie mam poczucia winy, że moja kreacja będzie niestosowna do miejsca pracy, a jednocześnie noszę co chcę i jak chcę. Dla mnie do biura idealnie. I nie tylko do biura.

Bo musicie wiedzieć, iż Gliwice posiadają palmiarnię i dzięki temu od kilku lat o tej porze roku na wielu zieleńcach w centrum miasta stoją ...palmy :D. To co widzicie poniżej, do fragment rozciągającego się nad gliwickim fragmentem Drogowej Trasy Średnicowej (potocznie zwanej DeTeeŚ-ką) deptaku. Palmy, drzewka, lampki, ławeczki. Miło i stylowo. Prawdzie Miasto Ogród. Jeśli więc te upały mnie już zmęczą i będę mieć wszystkiego dosyć, kupię ogromne, hipsterskie lody rzemieślnicze o smaku prażonych migdałów, i choćby zaraz podjadę się byczyć... pod gliwickie palmy ;)





Uwaga! Zdjęcia zawierają filtry!!! Nie nadużywajcie ich. Nadmiar grozi niesmakiem.

Małe wytłumaczenie: niestety dziś mało zdjęć, bo zrobiliśmy kilka i ... przypomniało mi się, że nie naładowałam baterii w aparacie... I klops, aparat zdjęć odmówił. Jako że jest ich tak mało, to chciałam Wam nieco osłodzić ich oglądanie. Przejechałam filtrami, aby osiągać efekt kadrów filmu fabularnego z lat 70'. Najlepiej o... Miami?? :D. Jak wyszło? Akceptowanie, czy już poniosła mnie ułańska fantazja?


Koszula - H&M
Spodnie - Orsay
Buty - H&M
Torba - Zara

sobota, 1 czerwca 2019

JASNA STRONA: BUTELKI ZWROTNE. NIE MEBLUJĘ RZECZYWISTOŚCI


- To są już szczyty! - usłyszałam, wynurzywszy się z w tej koszulce z mojej mrocznej komnaty codzienności.
- Z jakiej to znowu imprezy przytaszczone??
- Żadnej. Kupiłam w Reserved.
- Czyli nie dość że robisz za reklamowego standa, to jeszcze za to zapłaciłaś. Brawo. Teraz to już na pewno są szczyty.
- Ooooooo.... :o :o :o :} ..... hmmm... ;(

Podejście do tematu. Nie, nie, nie. Nie miałam zamiaru reklamować żadnych produktów, których nawiasem mówiąc na co dzień nie spożywam. Z przyczyn mi znanych. Ale nie ruszajmy tego tematu dzisiaj, przyjdzie na to czas w drugiej odsłonie tej sesji. Bo muszę Wam powiedzieć, że ta sesja jest wyjątkowa pod kątem oświetlenia. Zaczęła się w punkcie złotej godziny, później słońce już zgasło, ale my jeszcze robiłyśmy zdjęcia i wyszły one już dużo bardziej mroczne. Szkoda było zmieszać ten piękny letni klimat z wampirzym undergroundem, więc pierwszy raz w historii bloga zdecydowałam, że podzielę jedną i tą samą sesję na dwie części. Ot taki experimental ;)

No cóż. Nie umeblowałam tej rzeczywistości. Kiedy przyszłam na świat w latach early 80' nie było w świadomości ogółu pojęcia toksyczności produktu spożywczego. Był za to powiew zachodniego świata, a na widok tej brązowej cieczy - niekończenie już ogólnodostępnej - ciekła ślinka niejednemu dzieciakowi. Pamiętam też mądrości życiowe wypisane przez starszych kolegów na szklonych ławkach: "Nigdy w życiu Coca-Cola nie zastąpi ci jabola", czy "Od Coca-Coli się w głowie pie**oli". Czy się nam to podoba czy nie logo Coca-Cola stało się kultowe. Jest wszędzie - w sklepach spożywczych, na stadionach, w przysłowiowej lodówce, no i jak widać w świecie odzieżowym. I nie wiem do kogo trafi rozparcelowane bodajże 49zł, bo tyle mniej więcej kosztowała koszulka. Ile zysku ma z tego producent, ile koncern, ile pani w szwalni. Ja po prostu chciałam kupić koszulkę, która mi się spodobała. Bez żadnego halo.

W tym umeblowanym świecie na wiele rzeczy nie mam wpływu. Jednak było coś jasnego w Coca-Coli przed laty - szklane butelki zwrotne. Kupowałeś - oddawałeś. Fajna filozofia, prosta zasada. Stosuję ją przy kupowaniu nowych ubrań, bo moja szafa w pewnym momencie osiągnęła masę krytyczną. Nie jest w stanie przyjść większej ilości rzeczy. Jeśli planuję kupić coś nowego, robię rekonesans w szafie i znajduję rzecz, dla której muszę znaleźć nowy domek: oddać komuś, zanieść do kontenera. To mocno hamuje zapędy kupowania dla kupowania, kupowania dla wyprzedaży, czy nawet kupowania w sh ze względu na cenę. Tak wpływam na świat w mojej szafie: jak w skupie. Butelki zwrotne.



P.S A Wszystkim Wam Dzieci Małe i Duże życzę najlepszego z Okazji Dnia Dziecka :D !!!!


Dziś same starocie:
T-shirt - Reserved (zeszłoroczna)
Spodnie - Lee
Plecak - H&M
Buty - Vagabond

Zdjęcia wykonała Sonia Dziech