sobota, 13 kwietnia 2019

KWIAT JABŁONI


Wiosenna pogoda sprzyja temu by chwycić za aparat i zanurzyć w leśnej zieleni, zamiast siedzieć na internetach ;). Dziś będzie mało stylowo. Wleciałam do domu po pracy z prędkością tornada i głośno oznajmiłam "Idziemy fotografować kwitnące drzewka, tylko szybko bo szkoda słońca!!!". Ubrałam przysłowiowe "co bądź" (tak - koszulkę z napisem 'slowlife' nosiłam od rana) i dopiero na zdjęciach widzę, że trzeba było stópki chociaż w trampki przyodziać, żeby nie wyglądało tak topornie. Myślę, że gdybym podwinęła nogawki, to też było trochę lepiej, bo dookoła kostki zrobiłoby się trochę "masywniej", byłoby bardziej proporcjonalnie i zniknąłby efekt Charliego Chaplina: pozwijane za długie spodnie u dołu i wielki but. No trudno - w końcu to rzeczywistość i wiadomo - nie zawsze jest perfekcyjnie ;). Zapamiętam sobie na przyszłość :). Z resztą - główne skrzypce w dzisiejszym poście gra Kwiat Jabłoni, a to co mam ubrane to tylko improwizowany dodatek.

Na co dzień często muszę nakręcić sprężynę i działać na autopilocie. O poranku, między mieszkaniem a parkingiem istny ze mnie kierowca bombowca. Nasz Pan Dozorca ma często taki widok: lecę ja, tuż nad moim prawym ramieniem niczym szybowiec sunie plecak z laptokiem, w lewej ręce jak chorągiewka trzepocze torba ze śniadaniem, a w moim uchu aktywnie działa już zestaw słuchawkowy bo jestem on-line ze światem. Wiecie - wiadomo: "Halo wieża, halo wieża, dziś piękny słoneczny dzień, a ja mam tyle do zrobienia, że nie wiem co olać pierwsze :o :o :(((". Jeśli ktoś kiedyś zza rogu wyleci mi pod prąd, to będzie niezła kraksa. W mojej głowie zapala się więc wątek czujności: "Ludzie zejdźcie z drogi, bo bombowiec leci". Oczywiście w rytm piosenki o listonoszu co 'jedzie' ;) (swoją drogą - o co chodzi? był tak zapracowany, że nie zdążył się wykąpać czy co??? :P. Dobra koniec głupich żarcików - nie odpływajmy od tematu.) W tym locie uśmiecham się i krzyczę "Dzień Dobry!!!! :)))"
- Dzień Dobry, znowu mamy Dzień Świstaka!!! - odpowiada z uśmiechem Pan Dozorca.

No niby tak, ale coś jednak się zmieniło. Odkąd odkryłam Kwiat Jabłoni, w takich właśnie chwilach zaczyna dodatkowo śpiewać w mojej głowie Jacek Sienkiewicz:

"Już 8 rano, wiadomo,
że nie zdążysz więc
Nie trzeba biec "


Tak daleko mentalnie jeszcze nie jestem, żeby nie biec i zaryzykować że nie zdążę ;). Ale jeśli mam chwilę to zwalniam. Zwalniam zgodnie z filozofią #slowlife ;), "zatrzymać się, podziwiać, kontemplować". Staram się korzystać ze słońca i doceniać przyrodę napotkaną na polnym tracie, który często przemierzam na kijkach czy moim dwukołowcu. Podziwiam kwitnące, dzikie jabłonki, bo kwitną tylko krótką chwilę, a następna tak przyjemność dopiero za rok.

Niech zatem na "Dzień dobry" przywita się z Wami rodzeństwo Kasia i Jacek czyli Kwiat Jabłoni, a ten optymistyczny muzyczno-wizualny klimat towarzyszy Wam dziś i cały przez nadchodzący tydzień :). I bardzo Was proszę - posłuchajcie, naprawdę warto, bo to prawdzie diamenty!!!




Kwiat Jabłoni, znacie, słuchacie?? Polecam!! :)



Dziś same starocie:
Płaszcz - Orsay
Spodnie - Lee
T-shirt - Sinsay
Buty - Reebok

sobota, 6 kwietnia 2019

POCZTÓWKA ZE STARÓWKI

OK - stało się. Zatopiona we wszystkie pinteresty i inne instagramy dałam się uwieść beżowym lookom. Poszłam w komercję i wyglądam jak ...Wszyscy??... No ok. Nie mówię, że jest mi z tym jakoś szczególnie źle. Może nie podkreśla to jakoś mojego indywidualizmu, ale dobrze jest czasem mieć na sobie coś, co dobrze wygląda. Jak mawia Prezes Ochódzki "Wysoka Izbo! Dobrze jest, że ktoś ma dobrze. I bardzo dobrze!". W tym wypadku dobrze mam ja i dobrze mi z tym. Dla uproszczenia umówmy się, że mamy tu do czynienia ze swoistym 'Atakiem Klonów'. Ufff... jakoś ten przekaz mniej czy bardziej zgrabnie z siebie wydusiłam. Nie jest to osobliwość warta wielkiej dyskusji, więc jeśli ten nieprzyjemny fakt mamy już wyjaśniony, to możemy przejść do dalszej części posta.

Jak wiecie, eksperymentuję ostatnio na różnych płaszczyznach. Poniżej opis warunków, w jakich wykonywaliśmy dzisiejszą sesję. Można zawsze napisać: musieliśmy poszukać jakiegoś sensownego tła, co było trudne jak zwykle, a do tego pełno ludzi wokół, godzina za wczesna, słońce za ostre. Wszystko to jest oczywiście zgodne z prawdą. A można spojrzeć na świat inaczej :). Zapraszam do lektury, chociaż delikatnie mówiąc majstersztyk literacki to raczej nie jest, ale może kiedyś opiszę coś lepiej. "Übung macht den Meister" ;).


Zapowiadało się zupełnie zwyczajnie. Kolejna sobota. Jedna z wielu pięknych sobót, jakie jeszcze w tym roku nastąpią. Po wyjściu z samochodu powędrowaliśmy w głąb starówki w poszukiwaniu miejsca, z którego odjeżdża wehikuł do lat 70. Prototypy tych pojazdów były prezentowane "O północy w Paryżu". Niestety wpadliśmy w sam środek fali samochodów i ludzi płynących wąskim brukiem starówki. Zamiast robić swoje, co chwilę schodziliśmy z ulicy spłoszeni nadjeżdżającym autem i zaciekawionym spojrzeniem gapiów. Przez dłuży czas nie mieliśmy żadnego zdjęcia. Mimo lekkości powietrza atmosfera robiła się nerwowa.

Uliczne latarnie leniwie kładły się cieniem w blasku popołudniowego słońca. Tak naiwnie i bezmyślnie... Samobójczym gestem rzucały się wprost pod koła sunących samochodów. Ginęły, by po chwili znów odrodzić się w promieniach światła. I nie wiem już, czy to ich niemy krzyk, czy wewnętrzny głos podnoszącego się we mnie ciśnienia kazał mi podjąć środki ostateczne. Zmrużyłam lekko oczy i delikatnym skinieniem głowy wysłałam w kierunku Fotografa sygnał aprobaty. Zaczęliśmy strzelać. Do ludzi, do samochodów, do starej kamienicy naprzeciwko. Fotograf przyłożył twarz do optycznego celownika ze snajperską precyzją wymierzył i we mnie, oddając serię strzałów. Raz, dwa, trzy... W powietrzu słychać było nerwowy spust migawki. Bo cel uświęca środki... Był to jedyny sposób, by ocalić te chwile i dziesiątki istnień latarnianych cieni przed zapomnieniem... Oraz skompletować materiał do posta :D.


Elementy z kolekcji z poprzednich sezonów:
Spodnie - Lee
Buty - H&M
Koszulka - Orsay
Torba - Stradivarius

Z nowych nabytków:
Marynarka - MLE Collection
Okulary - nie wiem co to, było w TESCO :)