sobota, 13 kwietnia 2019

KWIAT JABŁONI


Wiosenna pogoda sprzyja temu by chwycić za aparat i zanurzyć w leśnej zieleni, zamiast siedzieć na internetach ;). Dziś będzie mało stylowo. Wleciałam do domu po pracy z prędkością tornada i głośno oznajmiłam "Idziemy fotografować kwitnące drzewka, tylko szybko bo szkoda słońca!!!". Ubrałam przysłowiowe "co bądź" (tak - koszulkę z napisem 'slowlife' nosiłam od rana) i dopiero na zdjęciach widzę, że trzeba było stópki chociaż w trampki przyodziać, żeby nie wyglądało tak topornie. Myślę, że gdybym podwinęła nogawki, to też było trochę lepiej, bo dookoła kostki zrobiłoby się trochę "masywniej", byłoby bardziej proporcjonalnie i zniknąłby efekt Charliego Chaplina: pozwijane za długie spodnie u dołu i wielki but. No trudno - w końcu to rzeczywistość i wiadomo - nie zawsze jest perfekcyjnie ;). Zapamiętam sobie na przyszłość :). Z resztą - główne skrzypce w dzisiejszym poście gra Kwiat Jabłoni, a to co mam ubrane to tylko improwizowany dodatek.

Na co dzień często muszę nakręcić sprężynę i działać na autopilocie. O poranku, między mieszkaniem a parkingiem istny ze mnie kierowca bombowca. Nasz Pan Dozorca ma często taki widok: lecę ja, tuż nad moim prawym ramieniem niczym szybowiec sunie plecak z laptokiem, w lewej ręce jak chorągiewka trzepocze torba ze śniadaniem, a w moim uchu aktywnie działa już zestaw słuchawkowy bo jestem on-line ze światem. Wiecie - wiadomo: "Halo wieża, halo wieża, dziś piękny słoneczny dzień, a ja mam tyle do zrobienia, że nie wiem co olać pierwsze :o :o :(((". Jeśli ktoś kiedyś zza rogu wyleci mi pod prąd, to będzie niezła kraksa. W mojej głowie zapala się więc wątek czujności: "Ludzie zejdźcie z drogi, bo bombowiec leci". Oczywiście w rytm piosenki o listonoszu co 'jedzie' ;) (swoją drogą - o co chodzi? był tak zapracowany, że nie zdążył się wykąpać czy co??? :P. Dobra koniec głupich żarcików - nie odpływajmy od tematu.) W tym locie uśmiecham się i krzyczę "Dzień Dobry!!!! :)))"
- Dzień Dobry, znowu mamy Dzień Świstaka!!! - odpowiada z uśmiechem Pan Dozorca.

No niby tak, ale coś jednak się zmieniło. Odkąd odkryłam Kwiat Jabłoni, w takich właśnie chwilach zaczyna dodatkowo śpiewać w mojej głowie Jacek Sienkiewicz:

"Już 8 rano, wiadomo,
że nie zdążysz więc
Nie trzeba biec "


Tak daleko mentalnie jeszcze nie jestem, żeby nie biec i zaryzykować że nie zdążę ;). Ale jeśli mam chwilę to zwalniam. Zwalniam zgodnie z filozofią #slowlife ;), "zatrzymać się, podziwiać, kontemplować". Staram się korzystać ze słońca i doceniać przyrodę napotkaną na polnym tracie, który często przemierzam na kijkach czy moim dwukołowcu. Podziwiam kwitnące, dzikie jabłonki, bo kwitną tylko krótką chwilę, a następna tak przyjemność dopiero za rok.

Niech zatem na "Dzień dobry" przywita się z Wami rodzeństwo Kasia i Jacek czyli Kwiat Jabłoni, a ten optymistyczny muzyczno-wizualny klimat towarzyszy Wam dziś i cały przez nadchodzący tydzień :). I bardzo Was proszę - posłuchajcie, naprawdę warto, bo to prawdzie diamenty!!!




Kwiat Jabłoni, znacie, słuchacie?? Polecam!! :)



Dziś same starocie:
Płaszcz - Orsay
Spodnie - Lee
T-shirt - Sinsay
Buty - Reebok

sobota, 6 kwietnia 2019

POCZTÓWKA ZE STARÓWKI

OK - stało się. Zatopiona we wszystkie pinteresty i inne instagramy dałam się uwieść beżowym lookom. Poszłam w komercję i wyglądam jak ...Wszyscy??... No ok. Nie mówię, że jest mi z tym jakoś szczególnie źle. Może nie podkreśla to jakoś mojego indywidualizmu, ale dobrze jest czasem mieć na sobie coś, co dobrze wygląda. Jak mawia Prezes Ochódzki "Wysoka Izbo! Dobrze jest, że ktoś ma dobrze. I bardzo dobrze!". W tym wypadku dobrze mam ja i dobrze mi z tym. Dla uproszczenia umówmy się, że mamy tu do czynienia ze swoistym 'Atakiem Klonów'. Ufff... jakoś ten przekaz mniej czy bardziej zgrabnie z siebie wydusiłam. Nie jest to osobliwość warta wielkiej dyskusji, więc jeśli ten nieprzyjemny fakt mamy już wyjaśniony, to możemy przejść do dalszej części posta.

Jak wiecie, eksperymentuję ostatnio na różnych płaszczyznach. Poniżej opis warunków, w jakich wykonywaliśmy dzisiejszą sesję. Można zawsze napisać: musieliśmy poszukać jakiegoś sensownego tła, co było trudne jak zwykle, a do tego pełno ludzi wokół, godzina za wczesna, słońce za ostre. Wszystko to jest oczywiście zgodne z prawdą. A można spojrzeć na świat inaczej :). Zapraszam do lektury, chociaż delikatnie mówiąc majstersztyk literacki to raczej nie jest, ale może kiedyś opiszę coś lepiej. "Übung macht den Meister" ;).


Zapowiadało się zupełnie zwyczajnie. Kolejna sobota. Jedna z wielu pięknych sobót, jakie jeszcze w tym roku nastąpią. Po wyjściu z samochodu powędrowaliśmy w głąb starówki w poszukiwaniu miejsca, z którego odjeżdża wehikuł do lat 70. Prototypy tych pojazdów były prezentowane "O północy w Paryżu". Niestety wpadliśmy w sam środek fali samochodów i ludzi płynących wąskim brukiem starówki. Zamiast robić swoje, co chwilę schodziliśmy z ulicy spłoszeni nadjeżdżającym autem i zaciekawionym spojrzeniem gapiów. Przez dłuży czas nie mieliśmy żadnego zdjęcia. Mimo lekkości powietrza atmosfera robiła się nerwowa.

Uliczne latarnie leniwie kładły się cieniem w blasku popołudniowego słońca. Tak naiwnie i bezmyślnie... Samobójczym gestem rzucały się wprost pod koła sunących samochodów. Ginęły, by po chwili znów odrodzić się w promieniach światła. I nie wiem już, czy to ich niemy krzyk, czy wewnętrzny głos podnoszącego się we mnie ciśnienia kazał mi podjąć środki ostateczne. Zmrużyłam lekko oczy i delikatnym skinieniem głowy wysłałam w kierunku Fotografa sygnał aprobaty. Zaczęliśmy strzelać. Do ludzi, do samochodów, do starej kamienicy naprzeciwko. Fotograf przyłożył twarz do optycznego celownika ze snajperską precyzją wymierzył i we mnie, oddając serię strzałów. Raz, dwa, trzy... W powietrzu słychać było nerwowy spust migawki. Bo cel uświęca środki... Był to jedyny sposób, by ocalić te chwile i dziesiątki istnień latarnianych cieni przed zapomnieniem... Oraz skompletować materiał do posta :D.


Elementy z kolekcji z poprzednich sezonów:
Spodnie - Lee
Buty - H&M
Koszulka - Orsay
Torba - Stradivarius

Z nowych nabytków:
Marynarka - MLE Collection
Okulary - nie wiem co to, było w TESCO :)

sobota, 30 marca 2019

SZTUCZNA PANTERA, czyli historia jednego zdjęcia


Dziś jak to się mówi - będzie grubo ;). Panterka, leopard, lampart - zwał jak zwał. Wzór trudny, wzór kontrowersyjny i co najlepsze - wzór kompletnie nie mój. Zatem nie pytajcie "to po co go ubieram", bo pytanie to wymagałoby pewnej logicznej odpowiedzi, a nie jest to zebranie Bractwa Logicznego Myślenia.

Jak to się zatem stało, że w ogóle weszłam w jego posiadanie we własnej szafie? Otóż krótka historia ku przestrodze.

Było tak: mniej więcej w październiku 2018 na stronie ZARY spodobała mi się jedna "panterkowa" koszula, która była w zestawieniu rodem z lat 70'- taki klimat:

źródło:ZARA.COM


Lata 70' jak wiecie uwielbiam, moja wyobraźnia więc ruszyła i już miałam w głowie ten obrazek: rok 1978 New York, neony, Studio 54, czyli jakoś tak:

źródło: internet, fotomix: ja sama osobiście


W tle z głośnika Gloria Gaynor "I will survive" i w tym wszystkim ja! W panterkowej koszuli. To dopiero siła marketingu ZARY. Niewiele myśląc nacisnęłam "Dodaj do koszyka", później "Zapłać" i tak to wyszło. Nic tylko oczekiwać koszuli prosto z Nowego Jorku 78'. Koszula przyszła, była wiskozowa, była za 200 zł i była piękna. I tym pięknem chciałam podzielić ze światem. Tu w Polsce, w Gliwicach AD 2018 roztoczyć blask ten nowojorski blask the 70'. Udało się to do momentu przekroczenia progu następnego pokoju.

- "Hmm, dlaczego wyglądasz jak Ciocia z PRL -u ???"
- "A która konkretnie?"
-"No konkretnie to żadna, ale tak ogólnie"

No tak. O mityczne "Ciotki Influłęserki", marnotrawne Córki Dancingu. Co żeście takiego uczyniły panterce, że stała się synonimem kiczu i obciachu???

Od lewej: Rysia Siarzewska - żona Stefana "Siary" Siarzewskiego, pogromcy Jurka Killera; Peggy Bundy - żona Al'a Bundy'ego, sprzedawcy butów; tożsamości trzeciej Pani niestety nie udało się ustalić. Zdjęcie znalezione po wpisaniu w google hasła "nieudane stylizacje z panterką". Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest przypadkowe.
źródło: internet


Koszula ze względu na brak rozwoju osobistego - wyjść do pracy i szlabanu na publiczne wyjście na miasto została odesłana z powrotem do producenta. Pani Koszulo - bardzo Panią przepraszam, ale niestety 200zł to zbyt duża kwota, aby w szafie leżeć i pachnieć. Gdybym miała pewność, że Panią przecenią grubo ponad 50% - co nastąpiło, to bym kupiła Panią później, ale w międzyczasie zdarzyła się inna historia... W zamian, zamówiłam Pani tańszy, syntetyczny odpowiednik za 69 zł. 100% nieoddychającego poliestru, który posłuży mi latami, bo użytkowany będzie niezwykle rzadko, i na podstawie dobrych doświadczeń z przeszłości wierzę, że ten przemysłowy materiał nie rozleci się i nie wyblaknie. I nie będę mieć żadnych oporów przed wrzuceniem do go pralki.

Bo musicie wiedzieć, że w materii dobrej jakości nic się u mnie zmieniło. Wolę dołożyć kilka złotych więcej jeśli chodzi o ubrania, w jakich chodzę codziennie. A jeasny - które są moją drugą skórą, oraz wygodne, skórzane buty niewątpliwie do takich należą. Zgodnie z zasadą: mieć mniej a lepsze. Ale koszula? Ubiorę ją dwa razy w do roku - od wielkiego dzwona, więc pewnie i tak przetrwa latami. "I will surive"... ;)

I tak oto dzięki zdjęciu z kampanii reklamowej ZARY, trafiła do mnie syntetyczna koszula z H&M-u. Bo mimo wszystko pantery będę bronić i żadne mityczne Ciotki mi w tym nie przeszkodzą :)


Wszystkie elementy z kolekcji z poprzednich sezonów:
Kurtka - LIDL
Buty - Vagabond
Spodnie - Lee
Plecak - H&M
Kapelusz - Orsay
Okulary - Ray Ban

sobota, 23 marca 2019

MARCOWE MIGDAŁY


Marzec - podobnie jak sierpień - zawsze budzi we mnie jakiś dziwny niepokój. Rozliczam każdą kolejną, przychodzącą do mnie wiosnę z siwych włosów, jakie zostawiła mi jej poprzedniczka. A te minione wiosny utkały na czubku mojej głowy całkiem srebrzyste pasmo. A czy ja je o to prosiłam??? Przecież ja tylko zerwałam się z lekcji. W Dzień Wagarowicza. I było to dosłownie przed chwilą. No może wczoraj tak jakby ...

...Ja to zaraz Pani wszystko wytłumaczę...Musiałam tu w parku przysnąć na chwilę, upojona śpiewem powracających ptaków i zapachem kwitnących żonkili...

...Ależ ja nie gadam głupot, ja zaraz okażę legitymację uczniowską!!! Ooo niech Pani spojrzy!!!...

... Nieważna od 20 lat?? Niemożliwe, to jakiś błąd! Ja to zaraz zgłoszę w naszym szkolnym sekretariacie. O czym oni tam myślą, o niebieskich migdałach chyba...

...Te spodnie, to wie Pani. U Chińczyka na bazarku. Oni tam mają wybór. Normalnie jak Jarmark Europa, mówię Pani. Koszula to wiadomo. No tak, tak, taka moda przyszła z Seattle. Musimy się otwierać na świat, Europę... Buty? Że Adidasy z Pumy? A te to ciągle jeszcze warto wozić z EF-u. Jak tam Angeboty trzasną, to 50% taniej.

...Jak to ja nie wiem na jakim świecie żyję? Jest marzec, rok 1999. Od kilku dni jesteśmy w NATO, w telewizji leci Ferdek Kiepski czy jakoś tak..

...Nie??? To znaczy że ktoś mnie okradł z ostatnich 20 lat??? Nie okradł... To one już minęły, tak??? Ale jak i kiedy? W okamgnieniu... A przecież ja tylko zerwałam się z lekcji... I tu w parku na chwilę zmrużyłam oczy, upojona śpiewem powracających ptaków i zapachem kwitnących żonkili...





***

...I śniły mi się rzeczy piękne i dobre. I śniły się też koszmary, a każdy z nich odcisnął swój ślad srebrzystym włosem na czubku mojej głowy...



OBSADA:
Robotnicza koszula, ulubiony element grunge'owych bandów z Seattle ;) - H&M
Spodnie zwane później MOM-sami - Stradivaruis
Plecak ucznia na wagarach - H&M
Wiązany t-shirt - Stradivaruis
Adidasy ale z Pumy - Puma

sobota, 16 marca 2019

NA GRANICY KLASYKI I ROCK'N'ROLLA

Klasyka nie jest moją mocną stroną. Grunge, boho - owszem, w tych klimatach czuję się (a przynajmniej czułam, ale o tym kiedy indziej) jak ryba w wodzie, bo wypływają one wprost z mojego rytmu życia. Co mi gra. Ale klasyka... jakoś nigdy mi nie było po drodze.

Co innego moja Prababcia, o której od czasu do czasu tu wspominam. To była klasa sama w sobie. Prawdziwa Dama. Pamiętam jej bordowy total look: płaszczyk, kapleusz, torebkę i sukienkę. Zestaw którego mogłaby nie powstydzić się sama Megan Markle. Można się było dużo nauczyć, ale w owych czasach moje podejście do klasyki było mniej więcej takie:

Klasyka. Nuda. Pfff. A po co? Stasze panie. Konserwatyzm. I tylko czemu Babcia mówi, że wyglądam jak szmoder? Nova Moda Moder Szmoder...

"Moder Szmoder, Moder Szmoder....Moder Ever Never Szmoder. Babcia!!! Jaki szomder?!! Te spodnie są specjalnie podarte, a teraz leje na nie wybielaczem! To jest rock'n roll a Ci Panowie z plakatu to Scorpions'i."

***

A dziś, gdy tego świata już nie ma
przed każdym wyjściem dopada mnie trema
Czy trzeba przyjść elegancko ubranym
by przez współgości nie zostać wyśmianym?

Eh, gdybym wtedy wyraźniej słuchała
to dzisiaj klasyki bym się nie bała...
Problem lecz w tym, że wcale nie słuchałam,
bo wszystkie rozumy wówczas pozjadałam...

Tu będzie morał, tak jasny jak Słońce,
że każdy kij modowy posiada dwa końce... ;)

Rockowy i klasyczny...

I jak na rockowym człowiek się zasiedzi,
to tego klasycznego nigdy nie odwiedzi... :)

***

A ja wbrew temu próbuję niezdarnie przepełznąć z jednego końca tego kija na drugi. Nie po to, by na nim zapuścić korzenie, ale dobrze go poznać i wreszcie usadowić się w pewnym miejscu - niekoniecznie po środku kija :). Nie poddaję i jak widzicie ciągle walczę :D. Bo wiecie, nawet jeśli ubranie jest kwestią małą i błahą, to i tak na miarę możliwości warto się do niego przyłożyć :), bo kto w małych rzeczach jest konsekwentny, ten będzie i w wielkich. A kto małe sprawy potrafi spartaczyć, ten za wielkie niech się nawet nie chwyta. Ot takie mądrości. Moje eksperymenty z umiarkowaną klasyką idą więc w pewną stronę. Jeszcze nie wiem jaką. Beretta i szal nawiązuje do stereotypu ulicznego, paryskiego malarza. Ramoneska, rękawiczki - pilotki i jeansy symbolizują rockowy bunt i ciągle niepokorną duszę ;). Co z tego wyjdzie w przyszłości - zobaczymy :).



Starocie - czyli z poprzednich sezonów:
Kurtka - Dom mody LIDL x Heidi Klum - projektant wszystkich projektantów, szef wszystkich szefów
Buty - Gino Rossi
Plecak - H&M

Z nowych nabytków, czyli łupy wyprzedażowe
Spodnie - Lee (%)
Sweter - MLE COLLECTION (%)
Szalik wełniany - H&M (%)

sobota, 2 marca 2019

PEWNA ŚCIEMA

Niestety ze względu na różne zobowiązania jakie narzuca mi codzienność, nie mam zbyt częstej możliwości robienia zdjęć do bloga. Latem jest lepiej, bo pogoda bardziej przyjazna i dzień dłuższy, ale o tej porze roku zostają mi tylko soboty. Dlatego też, jeśli dzięki uprzejmości Dobrych Ludzi nadarzy się okazja, staram się dobrać ubranie tak, aby w prosty sposób zmienić jego charakter, co zapewnia mi materiał na dwa posty.

Tak było też i w tym przypadku: zauważcie, że poza płaszczem wszystkie elementy są takie same, jak w poście "CIĘŻKIE KLIMATY". Te same buty, czarne spodnie i golf, nawet te same rękawiczki. Jedyne co różni te zestawy to płaszcz. I mam wrażenie, że to on determinuje tu cały styl. Przy pomocy jednego elementu z ciężkich rockowych klimatów przeskakujemy we współczesną klasykę.

Mam nadzieję, że nie czujecie się oszukani, że próbuję Wam odgrzać kotleta, czy jak to się mówi "drugi raz sprzedać krowę" :). Walę kawę na ławę, bez ściemy. Lubię takie uniwersalne zestawienia, bo nie trzeba wydawać kasy na zbudowanie całej 'styllufffki' od nowa, tylko wymieniam jeden element, a mam wrażenie że jestem ubrana w coś totalnie innego.

Niestety jak to przy akacjach typu "double session" bywa, coś może pójść nie tak, i zazwyczaj idzie. "CIĘŻKIE KLIMATY" robione były godzinę wcześniej, i oświetlenie było jak na porę dnia i roku ok, ale tutaj już coś nie zagrało. Dzień powoli zbliżał się do zmierzchu, niebo dodatkowo zasunęło się ciemnymi chmurami, no i klapa. Dorwała nas pogodowa ściema, w wyniku czego siadła ostrość. Szkoda, bo ujęcia bardzo mi się podobają i chciałam się nimi z Wami podzielić. Przyznaję bez bicia, że trochę tu ściemniłam i przeorałam je pewną dawką filtrów. Jeśli pogoda zrobiła nam psikusa, to niech będzie klimatycznie inaczej :).


Wszystkie elementy z kolekcji z poprzednich sezonów:
Płaszcz - MLE COLLECTION
Buty - Gino Rossi
Spodnie - Karl Lagerfeld
Torebka - Michael Kors


Zdjęcia wykonane w grudniu 2017 - w lewym dolnym roku na tablicy przed Czekoladziarnią widnieje napis "Winter is coming". No cóż - zasadniczo obecnie "Spring is coming", ale jako że aura za oknem całkiem podobna, to wybaczcie i tę ściemę. Autorem zdjęć jest Sonia Dziech.

sobota, 16 lutego 2019

PROSTE HISTORIE

Matka Natura zdecydowanie musi być spod znaku wagi. Nie potrafi określić, czy rozwija zielony dywan na powitanie przybywającej w świetle słonecznych jupiterów wiosny, czy w gotowości bojowej utrzymuje zimę, która przybrawszy postać kruchego lodu przyczaiła się na tafli jeziora. Przerażająca prawda! Padliśmy ofiarą Matki Natury i wszystkich wirusów i bakterii, które wylazły spod ziemi i znokautowały moje gardło i zatoki na prawie dwa tygodnie, bo tyle pogoda się z nami już buja.

Zważywszy na panującą aurę, z puchowymi kurtkami i ciepłymi swetrami już wkrótce po drodze nam nie będzie. I tych swetrów to akurat mi szkoda, bo poza jeansami to mój ulubiony element garderoby, ale co zrobisz nic nie zrobisz. W takim układzie na koniec zimy prosta, ale jakże wygodna historia. Jej podstawą są luźne, dziurawe jeasny i trapery w stylu Timberlandów. Te dwa elementy robią całą robotę. Ja - modowy moron nie wymyśliłam tego sama ;), tylko podpatrzyłam u Rihanny, która takie zestawy dopełnia sportowymi elementami (bluza, t-shit). Żeby nie było jednak tak bezczelnie 1:1 (i jako fanka swetrów, z którymi się wkrótce na kilka miechów pożegnam) postawiłam na wełnianą "swetro-tunikę" (tak ją nazywały autorki).

Co to samych butów: kupione kilka lat temu, ale to chyba jakiś stały element kolekcji i wypuszczają go co roku, bo każdej zimy widzę go półkach. Można odnieść wrażenie, że te moje - skoro mają tyle lat, to muszą być dobre, skoro ciągle jeszcze w miarę wyglądają. No nie wiem. Są jasne i zamszowe, więc od samego ich początku w głowie zapaliło mi się czerwone światło: uważać. Jakoś sobie zafiksowałam, żeby nosić je tylko w czystym, głębokim śniegu, albo gdy pogoda jest mroźna i słoneczna, a nawierzchnia sucha. I wtedy jest ok. Zdarzyło mi się jednak kilka razy przejść przez rozchlapany Szczyrk i widok butów był opłakany, a i mi się zapłakać nad nimi chciało. Szczęśliwie udało się je jakoś przywrócić do porządku przy pomocy szczoteczki do zamszu i suchej gąbki. Ogólny wniosek mam więc taki: wyglądają, ale jak ktoś chce zaoszczędzić trochę czasu i stresu, to lepiej wybrać praktyczny, ciemny kolor albo skórę lico.

Jeansy - typu boyfriend. Gdybym była stylistką, to pewnie bym je sobie odradziła, ale na szczęście nie jestem, więc noszę co chcę i jak chcę. Pokazywałam je kilka lat temu, przy wyższej temperaturze za oknem. Zwracam na to uwagę, bo ten jeans jest akurat dosyć cienki, a to tego podziurawiony, więc wspomagam się zimą wynalazkiem typu legginsy :).

Sweter był zakupem nieplanowanym. W cenie wyjściowej był drogi. Nie za drogi, bo produkcja tego typu swetrów, nawet jeśli nie robionych ręcznie kosztuje. Sweter jest drogi, bo wełna jest droga. Jak węgiel i węglowodany ;). Jak cena swetra poszła w dół, to sweter był o połowę tańszy. Czy tani? Nie wiem, zależy. Jeśli po przecenie kosztuje przykładowo 20% czyjejś wypłaty, z której comiesięczne opłaty wysysają dodatkowe 30-40%, to nigdy tani nie będzie. Ja skorzystałam z okazji, czy było warto? Powiem Wam po kilku praniach.

I tyle. Prosto w formie i powściągliwie w kolorach.


Z poprzednich sezonów:
Kurtka - Orsay
Buty - Lasocki (CCC)
Czapka - Zara
Spodnie - Esmara (Lidl)

Nowe:
Sweter - MLE COLLECTION


I miła odmiana - stylowa Rihanna :)
źródło:internet